Rita
Mam na imię Rita i chciałabym opowiedzieć Wam o mojej drodze do godności. Moje życie wydawało się poukładane.
Wyszłam za mąż, kupiliśmy mieszkanie i zaszłam w ciążę. Pod koniec ciąży dowiedziałam się, że moja córeczka nie urodzi się zdrowa, wykryto w płodzie bardzo rzadko spotykaną wadę neurologiczną. Bałam się wtedy najbardziej, że nie będę umiała się nią zajmować, jak sobie poradzę. Lekarze nie umieli określić w jakim stanie urodzi się nasze dziecko. W tym czasie narodził się we mnie przeogromny strach. Zabierał mi apetyt, sen. Nie umiałam o tym rozmawiać. Oddaliliśmy się od siebie z mężem. Znalazł sobie kochankę. Dowiedziałam się o tym, w dniu w którym wyszłam ze szpitala po porodzie z córeczką do domu. Usłyszałam wtedy od niego, że „przecież już dawno między nami się popsuło”.
Tak zaczęło się moje piekło. Moja córka wymagała wielu zajęć, rehabilitacji. Wszystko było na mojej głowie. Dom, terapia córki, wizyty u specjalistów, zakupy, gotowanie. Mąż pracował, a jak wracał na weekendy do domu to traktował go jak motel. Coraz częściej sięgał po alkohol. Z zewnątrz wyglądaliśmy na normalną rodzinę, a w środku było piekło. Mąż zabawiał się z kochanką, ja zajmowałam się domem i córką. Nowa partnerka męża zaczęła mnie nachodzić w domu, wydzwaniać do mnie, straszyć mnie, wyzywać, „mieszać z błotem”. On stawał się coraz bardziej agresywny, zaczął podnosić na mnie rękę, zastraszał mnie, poniżał, wymuszał żebym mu gotowała, prała. Strach był ogromy. Nie ma słowa, które opisywałoby jak bardzo się ich bałam. Wstydziłam się o tym mówić. Obawiałam się, że nikt mi nie uwierzy, co tak naprawdę dzieje się u nas w domu. Wielokrotnie słyszałam od męża, że mogę uciekać do mamusi, ale bez Ani. Oboje wiedzieli, że córka była wtedy dla mnie najważniejsza.
W tym czasie poznałam koleżankę, która stała się z czasem moją najlepszą przyjaciółką. Była osobą, która jako jedyna wiedziała jak wygląda moje życie. Bardzo chciała mi pomóc. Tłumaczyła, uświadamiała jak mnie niszczą. Nie potrafiłam nic zrobić, bo tak się bałam swoich oprawców. Miewałam dni, gdy rozmawiając z przyjaciółką często zastanawiałam się co ona do mnie mówi. Słowa w ogóle nie docierały do mnie. Byłam jakby w szklanej kuli. Wszystkie słowa odbijały się ode mnie. Miałam dni kiedy spałam 3 godziny na dobę, ciągle płakałam, nic nie jadłam, piłam tylko kawę i wodę. Jak wtedy nie straciłam pokarmu, bo karmiłam córkę piersią, do dziś nie wiem. Nie umiałam nic zrobić. Wtedy jedynym dla mnie lekarstwem była rozmowa z moją przyjaciółką, mimo że nie słyszałam co do mnie mówi, to mogłam się wygadać, wypłakać, napisać w każdej chwili, chociaż na chwilę dawało to ulgę. Moja przyjaciółka bardzo chciała mi pomóc, ale ja nie umiałam tej pomocy przyjąć. Strach mnie paraliżował.
Nastał dzień, kiedy moja przyjaciółka powiedziała, że pomaga mi ostatni raz, bo nie może już patrzeć jak mąż i jego kochanka mnie niszczą, znęcają się nade mną, że czuje się współwinna tej przemocy. Zabolało mnie, że bliska mi osoba, tak się czuje. Umówiła mnie na rozmowę ze specjalistą, który pracuje z ludźmi z problemami takimi jak moje. Tak zaczęłam jeździć regularnie na rozmowy. Dawały mi wielką ulgę. W moim życiu pojawiła się już druga osoba, która nie zmusza mnie do działania, nie ocenia, spokojnie i cierpliwie słucha mojego płaczu. Pamiętam, że na jednych z pierwszych spotkań, terapeuta powiedział mi, że jeszcze kiedyś będę się z tego śmiała, będę o tym wszystkim spokojnie mówić. Wtedy myślałam, że to jakiś żart, bo jak mam się uśmiechać jak moje życie to bagno? Wylałam morze łez. Zniosłam wiele upokorzeń. Wiele razy zostałam uderzona, potraktowana jak śmieć. Ale najgorszym momentem było, gdy usłyszałam siebie jak to mówię. Dotarło do mnie co mówię. Chciałam walczyć o siebie i swoją córeczkę, a nie umiałam zrobić tego pierwszego kroku. Wtedy nie wiedziałam, że mówiąc o tym głośno właśnie go zrobiłam.
Kolejnym przełomowym momentem w drodze do odzyskania godności, było to, że trafiłam na grupę wsparcia. Kobiety, które tam przychodziły spokojnie opowiadały o swoim życiu, o tym co przeszły, jak daleko zaszły. Byłam pod ogromnym wrażeniem, jak były silne, ile musiały przejść. Regularnie uczęszczałam na grupę i do dziś jestem wdzięczna, że tam trafiłam. W moim otoczeniu znalazły się kolejne osoby, które mi pomagały. Do każdego mogłam swobodnie zadzwonić, porozmawiać. Przy moich przyjaciołach czułam się bezpiecznie, spokojnie. Jeśli była potrzeba mogłam wypłakać się. Czułam, że dają mi gwarancję, że jeżeli znów upadnę, oni mnie podniosą. Dodało mi to ogromnej siły do długiej walki i zrozumiałam, że nie muszę żyć zamknięta w klatce i dusić się. Dzięki wsparciu życzliwych osób odważyłam się złożyć zawiadomienie o nękaniu mnie i nachodzeniu przez kochankę. Nie była to łatwa droga, ale prawda zwyciężyła. Mąż straszył mnie żebym wycofała oskarżenia, obiecywał że się wyprowadzi, ale mój terapeuta nauczy mnie już, że muszę być konsekwentna. Odwagi ,aby uciec z domu nabrałam dopiero gdy uderzył mnie ostatni raz. Podczas awantury mój oprawca miotał mną po całym mieszkaniu, ciągał, szarpał, w pewnej chwili mocno uderzył mną o ścianę. Zrobiło mi się wtedy strasznie gorąco. Z tyłu głowy miałam ogromnego guza. Myślałam, że mnie zabije. Modliłam się żeby przestał. Wtedy uciekłam z domu i nigdy już tam nie wróciłam, tylko po rzeczy i zawsze z kimś. Musiał mnie tak mocno pobić, żebym nabrała odwagi by uciec. Nigdy nie zapomnę jak nasza mała córeczka stała na środku pokoju płacząc, a on nie pozwalał mi do niej podejść. Po ucieczce złożyłam zawiadomienie o znęcaniu się nade mną przez męża. On złożył pozew o rozwód. Tak zaczęła się moja długa wędrówka po sądach. Było przykro słuchać, jak rodzina męża krytykuje mnie, mówi wiele oszczerstw. To było poniżające, ale ja i moi przyjaciele wiedzieli jaka jest prawda. Każda rozprawa była mocnym i emocjonalnym przeżyciem. Adwokat wspierał mnie przed każdą, powtarzał że nie muszę się bać, bo prawo jest po mojej stronie. Wszystkie sprawy sądowe zakończyły się dla mnie pomyślnie.
Teraz z uśmiechem na twarzy mogę powiedzieć kobietom, które są w podobnej sytuacji do mojej, żeby się nie bały. Walczcie o siebie, nie wstydźcie się prosić o pomoc. To było najtrudniejsze dla mnie, aby nauczyć się prosić i nie wstydzić się tego. To nie był wstyd i nie jest, że potrzebuję pomocy, którą niejednokrotnie otrzymałam od życzliwych mi osób.
Moje życie może nie jest idealne, ale nie boję się już tak. Strach, z którym przyszło mi się zmierzyć okazał się pusty, bo prawda zwyciężyła. Wstydziłam się, tego co dzieje się w moim domu, że ktoś usłyszy, że ludzie mnie obwiniają, ale to nie był mój wstyd, to nie ja nadużywałam alkoholu, to nie ja byłam przemocowcem. Ja byłam ofiarą.
Jestem dumna z tego, że mogę powiedzieć, byłam ofiarą, a teraz jestem kobietą, która z godnie uniesioną głową mówi Wam: Powodzenia!
Tytuł zadania publicznego: „Godność i Wolność 2023-2025”
Zadanie publiczne dofinansowane ze środków z budżetu Województwa Mazowieckiego. Zrealizowano w ramach Wojewódzkiego Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych oraz Przeciwdziałania Narkomanii Województwa Mazowieckiego



